5 gadżetów dla matek

3
Standardowy

Będzie to totalny misz-masz! Różne dziedziny życia- różne przeznaczenie. Ciekawa? Ciekawy? Nie przedłużam więc i zapraszam.

1. Gdy Twoje dziecko nie chce  myć zębów.

Ach…! Ile myśmy walczyli o to, żeby Młody szorował swoje szanowne mleczaki. Pasta truskawkowa- NIE. Szczoteczki w smoki- NIE. Cuda zdziałała dopiero soniczna szczoteczka Baby Brush. Szczerze mówiąc- zdziałała cuda. Nie dość, że Młody sam się upomina o szorowanie, to jeszcze Młodą tym entuzjazmem zaraził!

2. Kółko interaktywne.

Nasze było strzałem w dziesiątkę. Gdy Młoda zaczęła siedzieć, ja obkładałam ją poduchami. Kiedy pewnego pięknego dnia podpatrzyłam ten gadżet u znajomych od razu się w niego zaopatrzyłam! Rewelacja. Co najlepsze- nasz Młody teraz korzysta z niego jako fotela gdy czyta książki lub ogląda bajkę :)

3. Wstawać codziennie z nienaganną fryzurą :)

Absolutnie mój kobiecy must have i must to do. Keratyna. Co prawda sam zabieg trwa około czterech godzin,  ale efekt prostych włosów utrzymuje się nawet pół roku! Pół roku bez prostowania. Pół roku bez układania. Idę spać z mokrymi, wstaję z fryzurą jak od fryzjera :)

4. Audioblog.

Coś dla miłośników blogów i przeciwników reklam o hemoroidach po każdej audycji. W Audioblog możecie słuchać najlepszych tekstów polskiej blogosfery! W samochodzie, w trakcie robienia obiadu. Zawsze i wszędzie.  Apka do pobrania na telefon/tablet za zupełną darmochę. To co, ściągasz? :)

5. Hmmmm…

Tak, tak… Wymieniłam cztery. Chciałabym, abyś teraz Ty się wypowiedziała/wypowiedział. Co Tobie uratowałao skórę, uprzyjemniło macierzyństwo/tacierzyństwo lub ułatwia życie jako kobiecie/mężczyźnie ;-)

Ile masz lat Matko?

DSC_0193
Standardowy

Ile masz lat droga Matko? 20? 30? Nie Kochana. Tyle lat ma Twoje „Ja Kobieta”. Ty, Matko, masz lat tyle, co Twoje dziecko najstarsze. Bo gdy pojawia się na świecie ta niewinna, wyczekiwana przez dziewięć miesięcy istota, rodzi się jeszcze ktoś. Rodzi się „Ja-Matka”.

Już w momencie poczęcia Twoje ciało zaczyna przygotowywać się na przyjęcie nowego stanu. „Ja Matka”, o swoim nadejściu, sygnalizuje… Hmm. Coraz większymi piersiami. Patrzysz wtedy w dół i myślisz: „Hej! To nie moje!”. Sygnalizuje również coraz większym brzuchem. Patrzysz w dół i myślisz: „Ufff, dobrze, że tworzy się podpora dla moich coraz większych piersi”. „Ja Matka” sprawia, że płaczesz na reklamie czekoladek, a przeklinasz w duchu orszak pogrzebowy tamujący ruch. „Ja Matka” chce się wybić. Sadzi kopniakami wprost w  „Ja Kobieta” tak mocno, że ciężarna zaczyna myśleć: „Hej! To nie ja!! Nie znam tej kobiety, nie znam tego ciała. Jestem przerażona!”… I racja. Można się przestraszyć…

Przyzwyczajasz się. I trwasz. Trwasz w tym stanie, odmiennym od normalnego, czterdzieści tygodni. Czasem ciutkę krócej, czasem ciutkę dłużej. Ale trwasz. I nagle przychodzi „ten dzień”. W krzyżu łupie. Krocze boli. A Tobie, na dodatek, każą się zrelaksować.

– Chyba sobie ze mnie robicie kur** jaja.

Nagle (!) „coś” zaczyna Ci podpowiadać, że dasz radę. „Ja Kobieta” płacze, jęczy, wzdycha, klnie jak szewc, mówiąc: „Nie dam rady!”. A to „coś” znowu woła: „Dasz, dasz!”. To „coś”, to „Ja Matka”. Męczysz się. Dłużej, krócej. Aż wreszcie JEEEEEEEEEST! Trzymasz w ramionach swój największy skarb. Istotę wynoszoną w „nieswoim ale swoim” brzuchu przez dziewięć miesięcy. Masz. Cieszysz się. No dobra. Ale co dalej? Nie wiesz, co robić. I tak, „Ja Kobieta” chowa się w cień. Schodzi na dalszy plan. Teraz, panowanie nad kierownicą, przejmuje dopiero co urodzona „Ja Matka”…

Dopiero co urodzona „Ja Matka” nie potrafi jeszcze nic. Dopiero co urodzona „Ja Matka” stworzona jest po to, aby wszystkiego się nauczyć. „Ja Matka” różni się od „Ja Kobieta” tym, że nie uznaje zdania „Nie dam rady, nie potrafię”. I nie chodzi o Twoje własne życie. Osobiste. Takie ciut egoistyczne. O Twoje cele do zrealizowania. Chodzi o przyjęcie na Twoje delikatne kobiece ramiona ogromnej odpowiedzialności- za innego, bezbronnego człowieka. I tak to się zaczyna. „Ja Matka” rozpoczyna edukację. Uczy się, jak karmić. Uczy się, jak przewijać. Uczy się odczytywać potrzeby dziecka sygnalizowane kwęknięciami. „Ja Matka” troszczy się. Uczy się miłości innej niż każda inna. Miłości najsilniejszej, ale też najtrudniejszej. Bo, o ile macierzyństwo można nazwać „krainą mlekiem płynącą”, to miodem nie zawsze…. „Ja Matka” uczy się również być. Być zawsze. Nawet wtedy, gdy sama ledwie jest. Uczy się walczyć. Staje się silna. Tak mijają dni. Tygodnie. Miesiące. Macierzyństwo zawładnęło życiem. Pochłonęło do reszty. „Ja Matka” jest coraz bardziej pojętna. Coraz bieglejsza. Coraz sprytniejsza. Aż(!) w pewnym momencie, z cienia zaczyna wychodzić stara, poczciwa „Ja Kobieta”. Rany zagojone. Laktacja unormowana. I tak, znienacka, dawne przyzwyczajenia i nawyki zaczynają wplatać się w „mamowe” życie. Nawet nie wiesz kiedy dochodzi do przeobrażenia! Połączenia. Powstaje „Ja Matka Kobieta”. Stan najbardziej pożądany. Stan pozwalający nam być matką i kobietą. Sobą „tu i teraz”. Bez rozdwojenia jaźni. Czysta symbioza.

To żmudny proces dojrzewania. I chcę, żebyś pamiętała, że ten stan przyjdzie. Prędzej, czy później, ale przyjdzie! Proszę, pamiętaj. Coby się nie działo- pamiętaj!

Masz dziecko, nie pij!

Masz dziecko, nie pij
Standardowy

04.07.2015r.

Upalna sobota. Wieczór. Ojciec z teściem kończą czyszczenie kostki brukowej koło domu. Matka pięć dni po terminie porodu. Dwulatek podchodzi do otwartych drzwi balkonowych i nimi trzaska. Ciężarna, opuchnięta, ledwo poruszająca kończynami, mówi do niego:

– Zostaw to, bo stanie ci się krzywda!- i zamyka taras.

Syn patrzy zdenerwowany. Że też matka śmie mu czegoś zabraniać! Buntowniczo rzuca się na drzwi balkonowe. Szyba nie wytrzymuje. Pęka… Stare okna…? Sama nie wiem… Wszystko zaczyna dziać się w tempie ekspresowym!

– KARETKĘ! WEZWIJ KARETKĘ! ANDRZEJ! KAAAAAAAAAARETTTTTTTKAAAAAAAAAA!

Ręcznik. Wisiał na poręczy. Matka wciska go dziecku pod pachę. Krew tryska. Na ściany, sufit. Łapie go, zbiega po schodach. Z wielkim brzuchem. Nie pytaj jak to zrobiła, ale biegła. Przestała czuć swój własny ciężar. Dziecko przejął mąż. Matka wykręca 112. Nie ma pojęcia, jak telefon znalazł się w jej ręce. Nigdy w życiu też nie przyszło jej do głowy, że wybieranie numeru alarmowego zajmuje WIECZNOŚĆ.

– Karetkę! Niech pani wyśle karetkę! Dziecko się wykrwawia! Szybko! (…) Na adres XYZ… Musi być szybko!… (…) Wpadł w szybę. W szybę… Szyba pękła. Przeciął tętnicę. chyba (…) Karetkę niech pani wysyła, a nie pyta o takie głupoty. (słychać jak mąż odpala silnik. Dziadek, na tylnym siedzeniu trzyma wnuka tamując krew). Już niech pani nie wysyła. (…) Pojechali. Za 10 minut u was będą. Z dzieckiem…. tak, nie wysyłać(…) nie będziemy teraz wypełniać ankiet. nie czekamy. sami przyjadą. (…) do widzenia (…).

Koniec rozmowy. Matka patrzy na swoje odbicie w lustrze. Cała jest we krwi. Cały dom we krwi. Wtedy przez głowę przechodzi jej myśl, że ostatni raz widziała swoje dziecko żywe. Ale nie! Nie można myśleć w ten sposób! Przemywa twarz i ręce wodą. Brat zawozi ją do szpitala. Tam syn, nieprzytomny, z zatamowanym krwotokiem, pakowany jest w karetkę i wysyłany do Prokocimia. Na matkę natomiast czeka policja… Byli szybciej niż ona. Ba! Zareagowali szybciej niż pogotowie. Procedury, powiesz… Szkoda, że te policyjne są szybsze…

***

Godzina 21:00. Dzwoni mąż.

– Przecięta tętnica, żyły i nerwy. Szykują go do zabiegu. (…) Hej, nie płacz… Zostanie tutaj, wszystko będzie dobrze.

***

Godzina 04:50

SMS: „Jest po. Na razie nie będą go wybudzać. Ale mówią, że może nie mieć władzy w rączce.”

***

Pamiętasz, pierwsze słowa tej historii? „Upalna sobota. Wieczór.” Gdyby, w tę upalną sobotę, mężczyźni wypili „po piwku” siedząc przy grilu… nie zdążylibyśmy. Tak, tak. My.

***

Kiedy ma się małe dzieci pod opieką, trzeba być trzeźwym. ZAWSZE. Wtedy wystarczyłoby jedno piwo. JEDNO! Żeby, w najlepszym wypadku, następnego dnia, w internecie ukazał się artykuł z cyklu: „pijany” lub „pod wpływem alkoholu”. W najlepszym wypadku… bo skutki mogłyby być o wiele gorsze.

Niczego bym wtedy sama nie zrobiła. Niczego! Dlatego, czasem nie wystarczy, że jedna osoba w towarzystwie nie pije. Dlatego chwała wszelkiemu stworzeniu, że w naszym domu nie ma zwyczaju pić tak o, bez okazji. Bo ciepło. Bo lato. Przy dzieciach pić się nie powinno. Gdy mamy je pod opieką! Właśnie tak uważam. Mam swoje powody. I kiedy ktoś pyta, dlaczego się nie napiję, odpowiadam: „Matką przecież jestem.”

Koniec. Kropka.

Zamieszczam dla Was tutaj również POST Z FACEBOOKA- nie każdy zagląda na fp.

„Dobra. Nie wytrzymam. „Miętka” jestem. Jednak.

Pisząc tę krótką notkę, wydawało mi się, że wspominam o oczywistej oczywistości. Nawet mówiłam sobie w myślach: „Przecież każdy to wie”. Że osoba, która ma pod opieką małe dziecko, ma być trzeźwa. Zawsze KIEDY MA POD OPIEKĄ DZIECKO. Tak więc, jeśli w domu jest grill, to ojciec lub/i matka nie pije. Jeśli idziemy na wesele z dziećmi, to co najmniej jedno z rodziców nie pije. Jeśli chcemy się napić, zostawiamy dzieci pod opieką dziadków/opiekunów. Jeśli ktoś czuje niesamowitą potrzebę napicia się kieliszka wina, bo inaczej nie jest w stanie czerpać przyjemności z czasu spędzonego z mężem/żoną, to niech pije. Ale, gdybyście Wy, którzy nazywacie niepijących rodziców- nienormalnymi, byli w takiej sytuacji jak ta opisana przeze mnie, to pamiętajcie- policja na miejscu czeka. Jest szybsza niż karetka. I najpierw dmuchacie w alkomat, później możecie zobaczyć się z dzieckiem. A wiecie czym jest siła mediów? Ano tym, że Wy wypiliście kieliszek wina. Policja poda, że byliście pod wpływem alkoholu, a TVN24 zrobi reportaż o pijanych rodzicach.  I nikogo nie będzie obchodzić, że to był tylko jeden kieliszek wina. To jest siła współczesnych mediów.

Jestem w głębokim szoku, że mówiąc o trzeźwości rodziców, mój wpis został uznany za tak kontrowersyjny! Został odebrany jako atak na „normalne matki”- którym odbieram tym artykułem przyjemność z napicia się. Przecież ja, po pierwsze- wpływ na społeczeństwo mam, że tak powiem, żaden, po drugie, nigdzie nie napisałam, że każda matka i każdy ojciec, do końca życia ma być abstynentem. Było o tym, że kiedy się ma dziecko pod opieką, to trzeba być przygotowanym na wszystko. I o ile  potrącenia przez samochód, uderzenia bomby i innych tego typu zdarzeń nie jesteśmy w stanie przewidzieć, o tyle negatywne skutki „wypicia alkoholu” jesteśmy w stanie wyeliminować. Także „rodzicielska abstynencja” (czyli powstrzymanie się od picia alkoholu w momencie sprawowania opieki nad małym dzieckiem- takie piękne sformułowanie stworzyłam na potrzebę chwili) nie jest „czekaniem na śmierć”, „wegetowaniem”, „życiem w przeświadczeniu, że zaraz się coś stanie”. To jest odpowiedzialność. Kurde! ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Koniec w tym temacie

Monika”

Koniecznie przeczytaj więcej! (KLIK). Nie zapomnij polubić nas na FB! <3 :) -> klik